Nie jestem wróżką, czyli dlaczego warto mówić o swoich potrzebach
O tym, dlaczego „powinien się domyślić” jest jedną z najbardziej ryzykownych strategii komunikacyjnych świata
Wyobraź sobie taką sytuację.
Wracasz do domu po ciężkim dniu. Jesteś zmęczona. Marzysz o ciszy, herbacie i mniej więcej siedemnastu minutach, podczas których nikt niczego od Ciebie nie chce.
Partner patrzy na Ciebie i pyta: „Coś się stało?” Ty: „Nie.” On: „Na pewno?” Ty: „Tak.” On: „OK.” I odchodzi.
A Ty patrzysz za nim z niedowierzaniem: „Serio? Naprawdę nie widzi, że coś jest nie tak?”
Być może naprawdę nie widzi.
„Jeżeli mnie kocha, powinien wiedzieć”
Nie powinien.
Miłość nie daje zdolności telepatycznych. Małżeństwo również nie. Dwudziestoletnia przyjaźń też nie. A ukończenie studiów psychologicznych — ku rozczarowaniu rodzin psychologów — również nie oznacza umiejętności czytania ludziom w głowach.
Ludzie nie czytają naszych potrzeb. Oni je interpretują.
Kiedy nie mówimy wprost, czego potrzebujemy, druga osoba musi zgadywać. A zgadywanie w relacjach jest dyscypliną wyjątkowo ryzykowną.
Ty myślisz: „Potrzebuję, żeby mnie przytulił.” On widzi Twoją minę i myśli: „Lepiej jej teraz nie dotykać.”
Ty: „Chciałabym, żeby zapytał, jak się czuję.” On: „Nie będę naciskał. Jak będzie chciała, sama powie.”
Ty: „Mógłby chociaż zrobić herbatę.” On: „Wygląda na zmęczoną. Nie będę jej przeszkadzał.”
Po godzinie mamy dwie osoby. Jedna uważa, że została zignorowana. Druga jest przekonana, że zachowała się wyjątkowo taktownie. I obie mogą mieć dobre intencje.
Milczenie nie jest komunikatem precyzyjnym
Czasami nie mówimy o swoich potrzebach, ponieważ boimy się reakcji drugiej osoby.
„Pomyśli, że przesadzam.” „Wyjdę na roszczeniową.” „Nie chcę robić problemu.” „To przecież drobiazg.” „Nie chcę się kłócić.” „Powinien sam zauważyć.”
Problem polega na tym, że potrzeba, której nie wypowiadamy, zazwyczaj nie znika. Ona sobie spokojnie siedzi. Potem zaczyna lekko stukać. Później pukać. Następnie walić pięścią w drzwi. A na końcu wychodzi z nas podczas awantury o źle odłożoną łyżeczkę.
I wtedy druga osoba patrzy oszołomiona: „Naprawdę robisz aferę o łyżeczkę?” Nie. To prawdopodobnie nie było o łyżeczkę. Łyżeczka była jedynie nieszczęsnym pracownikiem działu logistycznego, który znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.

„Nic nie mówię, żeby nie było konfliktu”
To bardzo częsta strategia. I rzeczywiście — przez pewien czas konfliktu nie ma. Przynajmniej na zewnątrz.
Za to wewnątrz może pojawiać się frustracja, żal, złość, rozczarowanie, poczucie bycia nieważnym albo coraz większy emocjonalny dystans.
A potem zaczynamy prowadzić wewnętrzną księgowość relacji: „Ja zawsze…”, „On nigdy…”, „Już trzeci raz…”, „Zawsze muszę o wszystkim pamiętać…”, „Ona nawet nie zauważa…”
I rachunek rośnie. Tylko druga osoba często nawet nie wie, że właśnie została wpisana do rejestru dłużników.
Komunikat „JA”, czyli mniej „TY ZAWSZE”, więcej „JA POTRZEBUJĘ”
Jednym ze sposobów mówienia o potrzebach jest tak zwany komunikat „JA”. Nie jest to magiczne zaklęcie gwarantujące, że druga osoba natychmiast zrobi dokładnie to, czego chcemy. To sposób komunikowania, który pomaga powiedzieć:
Zamiast: „Doprowadzasz mnie do szału!” można powiedzieć: „Czuję złość.” „Jest mi przykro.” „Czuję się przytłoczona.” „Jestem rozczarowana.”
- co czuję,
- co konkretnie się wydarzyło,
- dlaczego jest to dla mnie ważne,
- czego potrzebuję lub o co proszę.
1. Co czuję?
Emocja mówi o Tobie. Oskarżenie informuje drugą osobę, że właśnie rozpoczyna się proces sądowy.
2. Co konkretnie się wydarzyło?
Słowo klucz: konkretnie.
Nie: „Ty mnie nie szanujesz.” Lepiej: „Kiedy przerywasz mi, kiedy mówię…”, „Kiedy zmieniasz nasze plany bez wcześniejszego uzgodnienia…”, „Kiedy żartujesz z tego przy innych osobach…”
Opisuj zachowanie, a nie cały charakter człowieka. Czyli mniej: „Jesteś egoistą.” Więcej: „Kiedy podejmujesz decyzję dotyczącą nas obojga bez rozmowy ze mną…”
3. Dlaczego to jest dla mnie ważne?
Tutaj pojawia się potrzeba.
„…bo zależy mi na tym, żebyśmy podejmowali takie decyzje razem.” „…bo potrzebuję chwili odpoczynku po pracy.” „…bo ważna jest dla mnie punktualność.” „…bo kiedy rozmawiam o czymś trudnym, potrzebuję czuć, że jestem słuchana.”
Często świetnie wiemy, czego nie chcemy. Znacznie trudniej powiedzieć, czego potrzebujemy zamiast tego.
4. Czego konkretnie chcę?
Nie: „Zachowuj się normalnie.” Nie: „Bądź bardziej zaangażowany.” Nie: „Postaraj się bardziej.” To komunikaty tak precyzyjne jak prognoza pogody: „możliwe różne warunki atmosferyczne”.
Lepiej: „Chciałabym, żebyś napisał mi wiadomość, jeżeli wiesz, że wrócisz później.” „Potrzebuję dzisiaj pół godziny ciszy po pracy. Potem możemy porozmawiać.” „Kiedy mówię, proszę, pozwól mi najpierw skończyć.”
Im bardziej konkretnie, tym większa szansa, że druga osoba naprawdę wie, czego oczekujemy.
Przykład z życia
Wersja pierwsza: „Ty kompletnie mnie nie słuchasz! Zawsze siedzisz w tym telefonie!”
Prawdopodobna odpowiedź: „Wcale nie zawsze!”
I gratulacje. Właśnie rozpoczęła się debata statystyczna na temat częstotliwości korzystania z telefonu. Pierwotny temat umarł.
Spróbujmy inaczej: „Kiedy opowiadam Ci o czymś ważnym, a Ty w tym czasie patrzysz w telefon, robi mi się przykro i mam wrażenie, że nie jestem słuchana. Chciałabym, żebyś na kilka minut odłożył telefon i skupił się na naszej rozmowie.”
Czy druga osoba musi się zgodzić? Nie. Ale przynajmniej dokładnie wie, o czym mówisz.
Komunikat „JA” też można zepsuć
Na przykład: „JA czuję, że TY jesteś kompletnym egoistą.”
Nie. To nadal nie jest komunikat „JA”. To komunikat „jesteś egoistą” ubrany w psychologiczny płaszcz przeciwdeszczowy.
Podobnie: „Czuję, że mnie lekceważysz.” To bardziej interpretacja niż emocja. Co naprawdę czujesz? Złość? Smutek? Bezradność? Rozczarowanie? Lęk?
Warto nauczyć się rozróżniać jedno od drugiego.
Zacznij od prostych zdań
Jeżeli przez większość życia unikałaś mówienia o swoich potrzebach, prawdopodobnie nie zaczniesz jutro od perfekcyjnego: „Kiedy występuje X, czuję Y, ponieważ potrzebuję Z, dlatego proszę o Q.”
I bardzo dobrze. Nie jesteśmy formularzem podatkowym.
Możesz zacząć prościej: „Wolałabym…”, „Nie odpowiada mi…”, „Potrzebuję…”, „Nie chcę…”, „Chciałabym…”, „Czy możemy…?”, „Proszę, żeby…”
To również jest komunikowanie siebie.
Małe ćwiczenie
Pomyśl o jednej sytuacji z ostatnich dni, kiedy coś Cię zirytowało, zabolało albo rozczarowało. Dokończ cztery zdania:
- Czuję…
- Kiedy…
- Ponieważ potrzebuję / ważne jest dla mnie…
- Dlatego chciałabym / chciałbym…
Na przykład: „Czuję frustrację, kiedy umawiamy się na konkretną godzinę, a dowiaduję się w ostatniej chwili, że się spóźnisz, ponieważ ważne jest dla mnie planowanie czasu. Chciałabym, żebyś napisał mi wcześniej, jeśli wiesz, że nie zdążysz.”
Bez „ty zawsze”. Bez „ty nigdy”. Bez „normalny człowiek powinien wiedzieć”. I najlepiej również bez: „Domyśl się.”
Bo większość ludzi ma wystarczająco dużo problemów z odczytywaniem własnych myśli. Nie wymagajmy od nich jeszcze czytania naszych.
Heart Healing Counseling
Katarzyna Czyżyk

Odnośnik zwrotny: Jak rozwiązywać konflikty w związku? | Heart Healing
Odnośnik zwrotny: Jak stawiać granice w relacjach? Potrzeby i prośby Kopiuj