Powiedziałam, czego potrzebuję. I co dalej?

Często słyszymy: „Trzeba mówić o swoich potrzebach.” I tak — trzeba.

Ale tutaj pojawia się pytanie, o którym mówi się znacznie rzadziej: A co, jeśli już powiedziałam?

Powiedziałaś spokojnie. Potem drugi raz. Potem trzeci. Potem użyłaś komunikatu „JA”. Potem prawdopodobnie komunikatu „JA” z przecinkiem, kropką, przykładem, diagramem i prezentacją PowerPoint.

A druga osoba nadal robi dokładnie to samo.

Wtedy problemem może już nie być komunikacja.

Te pojęcia bardzo często są ze sobą mieszane. A różnica jest istotna.

Potrzeba mówi o tym, co jest dla mnie ważne.

„Potrzebuję szacunku podczas rozmowy.” „Potrzebuję odpoczynku.” „Potrzebuję prywatności.” „Potrzebuję bezpieczeństwa.” „Potrzebuję czasu dla siebie.”

Sama potrzeba nie mówi jeszcze, co druga osoba powinna zrobić.

Prośba jest konkretnym zachowaniem, które może pomóc tę potrzebę zaspokoić.

„Proszę, nie podnoś na mnie głosu.” „Czy możesz dać mi pół godziny odpoczynku po pracy?” „Proszę, nie czytaj moich wiadomości bez pytania.”

I tutaj pojawia się rzecz bardzo ważna: prośba dopuszcza możliwość odmowy.

Jeżeli druga osoba nie może powiedzieć „nie”, to nie jest już prośba. To polecenie.

Granica dotyczy przede wszystkim mnie i tego, co ja zrobię w określonej sytuacji.

Potrzeba: „Potrzebuję szacunku podczas rozmowy.”

Prośba: „Proszę, nie krzycz na mnie.”

Granica: „Jeżeli zaczynasz na mnie krzyczeć, przerywam rozmowę. Możemy do niej wrócić, kiedy będziemy mogli rozmawiać spokojnie.”

Granica nie oznacza: „Masz przestać krzyczeć.” Granica oznacza: „Jeżeli krzyczysz, ja nie będę uczestniczyć w tej rozmowie.”

To różnica między próbą kontrolowania drugiego człowieka a decydowaniem o własnym zachowaniu.

To może być niewygodne, ale warto to powiedzieć.

Jeżeli przez pół roku mówisz: „Nie zgadzam się na to”, a za każdym razem pozostajesz w dokładnie tej samej sytuacji i niczego nie zmieniasz, druga osoba może nauczyć się, że Twoje „nie zgadzam się” nie oznacza żadnej realnej zmiany.

To nie znaczy, że jesteś odpowiedzialna za czyjeś złe zachowanie. Znaczy tylko, że granica zaczyna istnieć naprawdę wtedy, kiedy za komunikatem idzie działanie.

Na przykład: „Jeżeli rozmowa zamienia się w wyzwiska, kończę ją.” I kiedy zaczynają się wyzwiska — kończysz rozmowę.

Nie wygłaszasz kolejnego trzydziestominutowego wykładu o granicach. Bo wtedy granicą staje się wykład.

Wiele osób ma ogromną trudność z mówieniem „nie”. Bo: „Nie chcę nikogo urazić.” „Nie chcę być egoistyczna.” „Nie chcę robić dramatu.” „Może przesadzam.” „Może powinnam być bardziej wyrozumiała.”

Wyrozumiałość jest wartościowa. Ale istnieje moment, w którym wyrozumiałość wobec wszystkich dookoła zaczyna oznaczać permanentny brak wyrozumiałości wobec siebie.

Można być empatycznym i mieć granice. Można rozumieć czyjąś historię i jednocześnie nie zgadzać się na określone zachowanie.

Można wiedzieć, że ktoś miał trudne dzieciństwo i jednocześnie powiedzieć: „Nie zgadzam się, żebyś mnie obrażał.”

Wyjaśnienie zachowania nie jest tym samym co jego usprawiedliwienie.

Tu również warto uważać.

Granice nie oznaczają mówienia wszystkiego, co akurat przyjdzie do głowy.

„Ja po prostu jestem szczera” bywa czasami elegancką nazwą dla: „Mówię ludziom rzeczy w sposób raniący i oczekuję, że nie będą mieli z tym problemu.”

Szczerość bez odpowiedzialności za sposób komunikowania się może być agresją.

Asertywność wygląda inaczej. Można powiedzieć: „Nie odpowiada mi ten sposób rozmowy.” Nie trzeba mówić: „Jesteś niemożliwy i zawsze wszystko psujesz.”

Czasami człowiek przez bardzo długi czas tłumaczy sobie: „On po prostu nie rozumie, czego potrzebuję.”

Więc tłumaczy. Potem tłumaczy lepiej. Potem jeszcze spokojniej. Jeszcze dokładniej. Czyta książkę o komunikacji. Ogląda film o komunikacie „JA”. Idzie na terapię. Wraca i komunikuje się tak perfekcyjnie, że prawdopodobnie dostałby medal olimpijski w kategorii „asertywność indywidualna”.

I nadal nic się nie zmienia.

Wtedy warto zadać sobie niewygodne pytanie: Czy ta osoba naprawdę mnie nie rozumie, czy może rozumie mnie doskonale, tylko nie zamierza tego uwzględniać?

To dwie zupełnie różne sytuacje.

To jedno z bardziej niebezpiecznych uproszczeń psychologicznych: „Gdybyście tylko nauczyli się lepiej komunikować…”

Nie zawsze.

Dobra komunikacja może pomóc tam, gdzie problemem rzeczywiście jest nieporozumienie. Ale komunikacja nie stworzy wzajemności tam, gdzie jej nie ma.

Nie stworzy szacunku tam, gdzie druga osoba uważa, że Twoje granice są nieważne. Nie sprawi, że ktoś zacznie brać odpowiedzialność za swoje zachowanie, jeżeli konsekwentnie jej unika.

Nie każda trudność relacyjna wynika z tego, że źle dobraliśmy słowa.

To jedno z najlepszych pytań diagnostycznych dotyczących relacji. Nie tylko partnerskiej. Także rodzinnej, przyjacielskiej czy zawodowej.

Zwróć uwagę: Czy druga osoba potrafi przyjąć Twoje „nie”? Czy próbuje negocjować, czy natychmiast karze Cię emocjonalnie? Czy pojawia się obrażanie? Ciche dni? Wyśmiewanie? Wzbudzanie poczucia winy?

„Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłem…”, „Wiedziałam, że nie można na ciebie liczyć.”, „Zmieniłaś się.”, „Kiedyś taka nie byłaś.”

Czasem to właśnie reakcja na granicę mówi o relacji więcej niż wszystkie wcześniejsze deklaracje o miłości, szacunku i wzajemności.

I to jest trudne.

Możesz powiedzieć coś spokojnie. Kulturalnie. Bez agresji. Bez oskarżeń. I druga osoba nadal może być zła.

Asertywność nie polega na takim sformułowaniu granicy, żeby nikt nigdy nie poczuł dyskomfortu.

Czasami czyjś dyskomfort jest po prostu reakcją na to, że nie może już robić tego, do czego był przyzwyczajony.

Pomyśl o jednej relacji, w której trudno Ci postawić granicę. Odpowiedz sobie na kilka pytań:

  • Czego potrzebuję w tej sytuacji?
  • O co konkretnie chcę poprosić?
  • Na co się nie zgadzam?
  • Co zrobię, jeżeli moje „nie” nie zostanie uszanowane?
  • Czy próbuję postawić granicę, czy próbuję zmusić drugą osobę do zmiany?

To ostatnie pytanie potrafi wiele uporządkować.

Mówienie o potrzebach jest ważne. Ale równie ważne jest obserwowanie, co dzieje się później.

Zdrowa relacja nie oznacza, że druga osoba spełnia wszystkie nasze potrzeby. To nierealne.

Oznacza jednak, że potrzeby obu stron mogą zostać zauważone, nazwane i potraktowane poważnie. Możemy się nie zgadzać. Możemy negocjować. Możemy mieć inne potrzeby.

Ale istnieje ogromna różnica między: „Rozumiem, czego potrzebujesz, ale nie jestem w stanie tego zrobić. Poszukajmy rozwiązania.” a: „Nie obchodzi mnie, czego potrzebujesz.”

I czasami najważniejszym krokiem nie jest nauczenie się jeszcze lepszego komunikatu. Czasami jest nim zauważenie tego, co druga osoba robi z komunikatem, który już od dawna słyszy.

Heart Healing Counseling
Katarzyna Czyżyk

Przewijanie do góry