Kłótnia to jeszcze nie katastrofa. Czyli jak się spierać i nadal lubić.
Są na świecie ludzie, którzy twierdzą, że „w dobrym związku ludzie się nie kłócą”.
Brzmi pięknie.
Podobnie jak: „od jutra nie jem słodyczy”, „będę odkładać telefon godzinę przed snem” i „tym razem naprawdę nie zdenerwuję się na rodzinę podczas świąt”.
Teoretycznie możliwe. W praktyce… cóż.
Konflikty są częścią relacji. Partnerskich, rodzinnych, przyjacielskich, zawodowych. Właściwie wszędzie tam, gdzie spotykają się co najmniej dwie osoby, istnieje ryzyko, że wcześniej czy później jedna z nich powie: „Ale przecież umawialiśmy się inaczej”. I wtedy zaczyna się przedstawienie.
Dlaczego właściwie się kłócimy?
Bo jesteśmy różni.
Każdy człowiek wnosi do relacji własny zestaw potrzeb, wartości, przekonań, doświadczeń, oczekiwań i przyzwyczajeń.
Jedna osoba uważa, że sobota jest od odpoczynku. Druga uważa, że sobota jest od gruntownego sprzątania mieszkania, mycia okien i reorganizacji szuflady ze skarpetkami. I obie mogą być głęboko przekonane, że ich sposób funkcjonowania jest najbardziej logiczny.
Problem w tym, że druga osoba również posiada własną „logikę”.
Właśnie dlatego konflikt nie musi oznaczać, że relacja jest zła. Często oznacza po prostu: „Ja widzę tę sytuację inaczej niż ty”. I to jeszcze nie jest tragedia.
Dobre związki też się kłócą
Jednym z częstszych mitów na temat relacji jest przekonanie, że szczęśliwe pary prawie się nie sprzeczają.
Tymczasem różnica pomiędzy relacją zdrową a relacją pełną napięcia nie zawsze polega na liczbie konfliktów. Znacznie ważniejsze jest to, co ludzie robią, kiedy konflikt już się pojawi.
Można się przecież nie zgadzać i nadal traktować siebie z szacunkiem. Można być złym i nie poniżać.
Można powiedzieć: „Jestem wściekła, bo umówiliśmy się inaczej”. Zamiast: „Bo ty zawsze jesteś taki sam!”. To drobna różnica językowa, ale ogromna różnica dla relacji.
Partner nie posiada funkcji „czytanie w myślach”
Wiele konfliktów zaczyna się mniej więcej tak: „Powinieneś wiedzieć, o co mi chodzi”. „Skąd mam wiedzieć?”. „Gdybyś mnie kochał, to byś wiedział”.
I w tym momencie psychologia delikatnie wchodzi do pokoju i mówi: nie. Nie wiedziałby.
Bliskość nie daje zdolności telepatycznych. Możemy być z kimś pięć, dziesięć czy trzydzieści lat i nadal nie wiedzieć dokładnie, co druga osoba czuje, czego potrzebuje i czego od nas oczekuje.
Dlatego warto mówić. Nie po trzech miesiącach. Nie po trzydziestu siedmiu podobnych sytuacjach. I najlepiej nie w momencie, kiedy emocjonalny garnek właśnie eksplodował.
Jeżeli coś jest dla ciebie ważne — nazwij to. „Potrzebuję więcej czasu razem”. „Jest mi przykro, kiedy podczas rozmowy patrzysz w telefon”. „Chciałabym, żebyśmy wcześniej ustalali wizyty rodziny”. To daje drugiemu człowiekowi informację, z którą może coś zrobić.
Rozmawiaj o zachowaniu, a nie o osobowości
To jedna z najważniejszych zasad.
Porównaj: „Nie wyniosłeś śmieci, chociaż się umawialiśmy” oraz „Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny”.
Pierwsze zdanie opisuje sytuację. Drugie robi z jednej sytuacji diagnozę całego człowieka.
A kiedy czujemy się atakowani jako osoba, bardzo rzadko odpowiadamy: „Dziękuję za tę cenną uwagę. Zastanowię się nad sobą”. Znacznie częściej mózg odpowiada: ATAK! BRONIMY SIĘ!
I rozmowa o śmieciach po pięciu minutach zamienia się w debatę o charakterze, teściowej i wakacjach z 2018 roku.
Dlatego zamiast: „Jesteś egoistą” lepiej powiedzieć: „Kiedy podjąłeś tę decyzję bez rozmowy ze mną, poczułam się pominięta”. Teraz przynajmniej wiadomo, o czym rozmawiamy.
„Zawsze” i „nigdy” — dwa słowa, które bardzo lubią kłótnie
„Ty ZAWSZE…” „Ty NIGDY…” Czy naprawdę zawsze? Czy naprawdę nigdy? Prawdopodobnie nie.
Ale kiedy jesteśmy zdenerwowani, mózg bardzo lubi robić wielkie podsumowania. Jedno spóźnienie staje się: „Ty nigdy nie szanujesz mojego czasu”. Jedna zapomniana rzecz: „Na ciebie nigdy nie można liczyć”.
I nagle druga osoba zamiast zastanawiać się nad problemem, zaczyna udowadniać: „Jak to nigdy?! W zeszły wtorek przecież…”. Temat konfliktu właśnie umarł.
Dlatego warto trzymać się konkretu: co wydarzyło się teraz?
Nie otwieraj rodzinnego archiwum
Każdy związek posiada archiwum. Znajdują się tam spóźnienie sprzed dwóch lat, komentarz podczas Bożego Narodzenia, pamiętna historia z wakacji, ta sytuacja z twoją matką i oczywiście „to, co powiedziałeś wtedy w samochodzie”.
W czasie kłótni bardzo kusi, żeby otworzyć całe archiwum jednocześnie. Nie rób tego.
Jeżeli rozmawiacie dziś o finansach, rozmawiajcie o finansach. Jeżeli problemem jest podział obowiązków, zajmijcie się obowiązkami.
Wyciągnięcie dziesięciu dawnych krzywd powoduje, że rozmowa staje się niemożliwa do rozwiązania. Jeden konflikt. Jeden temat. To naprawdę pomaga.
Kiedy emocje przejmują kierownicę
Czasami problemem nie jest brak argumentów. Problemem jest to, że obie osoby są już tak pobudzone, że właściwie przestały siebie słuchać. Każda tylko czeka na moment, żeby odpowiedzieć.
Wtedy można spróbować prostej zasady: przez kilka minut mówi jedna osoba. Druga nie przerywa, nie prostuje, nie tłumaczy się i nie przygotowuje kontrataku. Tylko słucha. Potem zmiana.
Brzmi banalnie. Spróbuj zrobić to podczas prawdziwej kłótni. Nagle okazuje się, że pięć minut bez przerwania komuś wymaga niemal kwalifikacji olimpijskich. Ale bywa niezwykle skuteczne.

Spróbuj zobaczyć sytuację oczami drugiej osoby
Empatia nie oznacza: „Przyznaję ci rację”. Oznacza: „Próbuję zrozumieć, dlaczego z twojej perspektywy to wygląda właśnie tak”.
Możesz nadal mieć inne zdanie. Ale kiedy zaczynamy rozumieć logikę drugiej strony, konflikt przestaje być walką „dobry kontra zły”. Staje się spotkaniem dwóch perspektyw.
Czasami można wtedy odkryć coś zaskakującego. Osoba, którą odbieraliśmy jako kontrolującą, może tak naprawdę bardzo się bać. Osoba, która wycofuje się podczas konfliktu, niekoniecznie ma wszystko gdzieś — być może silne emocje ją przytłaczają.
A ktoś, kto złości się o „głupie naczynia”, być może wcale nie walczy o talerze. Może walczy o poczucie, że obowiązki w relacji są dzielone sprawiedliwie.
Za powierzchnią konfliktu bardzo często znajduje się potrzeba.
Konflikt może być informacją
Sam konflikt nie jest ani dobry, ani zły. Jest informacją: „W tym miejscu nasze potrzeby, oczekiwania albo granice właśnie się spotkały”.
Możemy potraktować go jak pole bitwy. Albo jak moment, w którym warto sprawdzić: Co właściwie się między nami dzieje? Czego potrzebuję? Czego potrzebujesz ty? Co możemy zrobić inaczej następnym razem?
W dobrze funkcjonującej relacji celem konfliktu nie powinno być ustalenie: „Kto wygrał?”. Bo jeśli jedna osoba wygrywa, a druga regularnie przegrywa, wcześniej czy później przegrywa także relacja.
Lepsze pytanie brzmi: „Jak możemy rozwiązać ten problem tak, żebyśmy oboje mogli z tym żyć?”
Na koniec
Nie bójmy się konfliktów tak bardzo.
Nie każdy spór oznacza kryzys. Nie każda różnica zdań oznacza niedopasowanie. Nie każda złość oznacza, że relacja się rozpada.
Czasami konflikt jest właśnie tym miejscem, w którym możemy dowiedzieć się o sobie czegoś ważnego.
Pod warunkiem, że zamiast udowadniać: „To ja mam rację” spróbujemy usłyszeć: „Co ty właściwie próbujesz mi powiedzieć?”.
A jeżeli mimo najlepszych chęci rozmowa zaczyna przypominać finał mistrzostw świata w wypominaniu sobie wszystkiego od 2007 roku… być może naprawdę warto zrobić przerwę i wrócić do rozmowy wtedy, kiedy mózg ponownie będzie zainteresowany rozwiązaniem problemu, a nie zdobyciem trofeum.
Tekst powstał na podstawie i z inspiracji artykułem „Czy warto się kłócić? O konfliktach i ich rozwiązywaniu” autorstwa Przemka Mućko (Psychowiedza.com), udostępnionym na licencji CC BY-SA 4.0. Treść została rozbudowana i opracowana na potrzeby bloga Heart Healing Counselling.

Odnośnik zwrotny: Jak mówić o swoich potrzebach w związku? | Heart Healing